HiHa

nieco sarkastyczny blog podróżniczy

Kilometr 56 810: o Milford Sound, uroku osobistym i barbarzyńskiej owsiance

To nie są ćwiczenia, powtarzam, to nie są ćwiczenia!

Panowie, przed nami operacja Milford Sound.

Milford Sound

Kowalski, opcje!

Milford Sound to fiord o długości 20 kilometrów i stromych brzegach. Zarówno sama zatoka, jak i trasa prowadząca do niej oferują spektakularne widoki i stanowią najpopularniejszą atrakcję Nowej Zelandii. Nazwa w języku maoryskim: Piopiotahi.

Wyzwanie dla autostopowicza: trasa nieuczęszczana przez ludność lokalną, wyłącznie przez turystów w autokarach i wynajętych samochodach, którzy są zwykle mniej skłonni do zabierania obcych pingwinów.

Zaleta autostopu z innymi turystami: niezliczone przystanki na zdjęcia.

Rico, aparat fotograficzny i niestrudzony kciuk autostopowicza!

Szeregowy, urok osobisty, raz!

Bom Dia Hello GIF - Find & Share on GIPHY

***

Przygotowaliśmy się do operacji wzorowo. Piotrek był Kowalskim (i tak trochę Rico), ja byłam Szeregowym.

Na bookme.co.nz, stronie ze zniżkowymi atrakcjami regionu, wyczailiśmy wcześniej bilety na rejs po Milford Sound za pół ceny, i to małą, kameralną łódką Mitre Peak Cruises, na której nie trzeba walczyć o przestrzeń osobistą z setką Azjatów.

Stopa złapaliśmy już poprzedniego poranka.

Jak się wkrótce okazało – od razu na trzy dni. Paryżanin Thomas bardzo strategicznie łączył właśnie podróż służbową do Australii z tygodniowym urlopem na Wyspie Południowej, przechwycił nas niemal na progu Kena, naszego poprzedniego hosta. Zacieśniliśmy więzy wspólnie zaklinając ostrzeżenia pogodowe, przez które droga do fiordu miała być zamknięta, wpadliśmy sobie radośnie w objęcia, kiedy tylko ogłoszono, że jednak można jechać i umówiliśmy się na kolejny poranek.

Urok osobisty na wszelki wypadek pozostawiliśmy włączony.

I bardzo słusznie, bo – nie znalazłszy miejsca na namiot – uciekliśmy się do sprawdzonej metody ogródkowej, czyli że czy możemy się rozbić u państwa na trawniku. Metoda ta jest bardzo skuteczna, zaproszenie często stanowi zapowiedź dłuższej znajomości, a niemal zawsze w pakiecie jest gorąca herbata.  Tym sposobem w Nowej Zelandii (podobnie zresztą jak w Australii) można też zorganizować sobie zakwaterowanie na dłuższy czas w pocztówkowo pięknych miejscach, ponieważ co drugie domostwo regularnie poszukuje tzw. wooferów, czyli osób, którym za 3 godziny pracy dziennie zapewnia się wikt i opierunek.

Wyskrobawszy z misek resztki owsianki, która pozostawiła nasze kubeczki smakowe wysoce skonfundowane, albowiem była na słono (czy mówiłam już, że Nowozelandczycy to dziwni ludzie?), udaliśmy się na podbój dnia i Milford Sound.

Na pierwsze pocztówki nie trzeba było długo czekać.

Milford Sound

Milford SoundMilford SoundMilford SoundMilford SoundMilford SoundMilford SoundMilford SoundMilford SoundMilford Sound

Milford Sound

Delfiny!

Milford Sound

Milford SoundMilford SoundMilford SoundMilford SoundMilford SoundMilford SoundMilford Sound


Jeżeli podobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polecisz mojego bloga swoim znajomym.

4 Comments

  1. O ja cie….ale pocztówki! Góry! Tęcza! Wodospady! Haniu, projektuj już kolekcję puzzli! 🙂

  2. Bajeczne widoki…

Powiedz mi, co myślisz:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

© 2019 HiHa

Theme by Anders NorenUp ↑