Best of,  Chiny,  Ciepła pierzynka sarkazmu,  Dookoła świata

Kilometr 25 339: blaski i cienie chińskiego showbiznesu, czyli jak Piotrek został gwiazdą

– Ta twarz! Musimy go mieć! – reżyser wyciągnął telefon i ukradkiem strzelił zdjęcie.

– Popatrz na jego profil i głębię spojrzenia!

Kamerzysta zachłysnął się powietrzem i pokiwał twierdząco głową. Decyzja zapadła.

– Zawsze twierdziłam, że jesteś zbyt przystojny, żeby się marnować w pracy naukowej – orzekłam, kiedy Piotrek przedstawił mi swoją ofertę angażu jako aktor/model w reklamie.

Ledwie skończyłam zdanie, a scenograf, podekscytowany znacznie bardziej niż przyszły gwiazdor, porwał go na przymiarki. I tu zaczęła się ciężka praca: według standardów europejskich Piotrek nie wyróżnia się ani nadto koszykarskim wzrostem, ani specjalnie gigantyczną stopą. Tutaj jego wciskanie się w każdy kolejny garnitur przypominało próby zmieszczenia się w strój komunijny. W końcu padło na taki po nieco bardziej wyrośniętym „komuniście”, długość nogawki woda w piwnicy jest teraz chyba modna, podobnie, jak spodnie rurki. Na buty nie było szans, firma musiała zainwestować w nowe, za ciasne o jedyne dwa rozmiary. Zawsze to mniej uwierające rozwiązanie niż cztery rozmiary.

Showbiz to nie je bajka.

Koncepcja artystyczna obejmowała Piotrka grającego na jakimś romantycznym instrumencie muzycznym. Szybko ustalono, że w tych spodniach nie może to być instrument wymagający siedzenia, padło więc na skrzypce. Reżyser pogładził bujny zarost Piotrka i z łezką w oku zaordynował przycięcie brody, żeby nie właziła między struny.

Przymiarki dobiegły końca.

polak w chińskiej reklamie

W międzyczasie w studenckim mieszkanku nieopodal odkryto, że oprócz mężczyzny o boskim profilu przyjechała do nich także nauczycielka angielskiego o najlepszych w promieniu 50 km akcencie i kwalifikacjach. Takiej okazji nie można było zaprzepaścić, toteż w sieci natychmiast pojawiło się moje zdjęcie wraz z ogłoszeniem reklamującym wyjątkowość dwudniowych warsztatów językowych.

I tak, Leshan, które zwabiło nas do siebie rzekomą łatwością przedłużenia wizy oraz gigantycznym posągiem Buddy (leshański Budda to posąg na miarę Jezusa świebodzińskiego) zasponsorowało nam znacznie więcej wrażeń.

polak w chińskiej reklamie

Piotr biegał w slow motion, popijał bezalkoholowe whisky w pozie Don Vito Corleone, brał ślub z Chinką, którą poznał pod posągiem Buddy, śpiewał Szła Dzieweczka w wydaniu operowym, grał na rzeczonych skrzypcach, udowadniał reżyserowi, że jak siądzie, to spodnie pękną, tańczył walca, wskazywał horyzont spoglądając nań melancholijnie oraz zgadywał, co reżyser ma na myśli tłumacząc kolejne zadania w chińskim translatorze i polecając mu „usiąść tutaj i pobawić się samemu ze sobą”.

To ostatnie było dość niepokojące, zważywszy, że Piotrek do końca nie był pewien, co ma reklamować*.

A oto i Polak w chińskiej reklamie:

* Dzięki jednemu z czytelników, dowiedzieliśmy się, że reklama dotyczy usług deweloperskich. 

Ja odgrywałam kalambury, tory przeszkód, prezentacje, prace indywidualne, grupowe, scenki okolicznościowe, zgadywanki i dźwiękonaśladownictwo z najbardziej zmotywowaną i zdyscyplinowaną grupą studentów, jaką miałam przyjemność uczyć.

A potem otrzymaliśmy wezwanie na posterunek policji.

Czy jakiś ktoś pochwalił się pracą z modelem o szarmancko-łobuzerskim spojrzeniu, którego paszport przebywał właśnie w biurze imigracyjnym w celu przedłużenia wizy, czy też po prostu ów ktoś chciał się przysłużyć lokalnej władzy, nigdy się nie dowiemy, ale rezultat tego działania przerósł nasze najśmielsze oczekiwania.

Na przestrzeni dwóch dni, które (szczęśliwie bez noclegu) spędziliśmy na komisariacie, atmosfera ewoluowała od serwowania herbatki i zaproszenia nas na lunch do gróźb deportacji i grzywny oraz wezwania całej ekipy filmowej na przesłuchanie. Każde z nas maglowano przez 1,5 godziny, przy czym na potrzeby przesłuchania obcokrajowców wezwano tłumacza. Złożyliśmy po cztery odciski palców i podpisy na trzydziestu kilku stronach, posłuchaliśmy, że stanowimy zagrożenie dla narodu chińskiego, bo przenocowaliśmy u lokalnych znajomych zamiast w hotelu uprawnionym do goszczenia turystów, otrzymaliśmy upomnienia, wstrzymano nasze wizy, które powinny być gotowe po dwóch dniach, a w efekcie były po tygodniu, wykopano problemy z rejestracją, kiedy już się przeprowadziliśmy do hotelu, producenta reklamy obciążono karą za nielegalne zatrudnianie obcokrajowca, a Piotrkowi zagrożono pięćdziesięciodniowym aresztem.

W końcu wszyscy ochłonęli, producent zapłacił grzywnę, komendant obiecał, że nasze paszporty będą wkrótce gotowe, a tłumacz… wziął mnie na bok i zaproponował etat na uczelni.

Na czarno.

polak w chińskiej reklamie


Odchodzimy już od chińskiej reklamy i showbiznesu i wracamy do wędrówek.

wąwóz skaczącego tygrysa
Wąwóz Skaczącego Tygrysa (Tiger Leaping Gorge) na rzece Jangcy to jeden z najpopularniejszych szlaków w Chinach.

wąwóz skaczącego tygrysa wąwóz skaczącego tygrysa wąwóz skaczącego tygrysa wąwóz skaczącego tygrysa wąwóz skaczącego tygrysa

wąwóz skaczącego tygrysaWidok z okna hostelowego 🙂

Save

Save

16 komentarzy

Powiedz mi, co myślisz:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.