HiHa

nieco sarkastyczny blog podróżniczy

Kilometr 58 229: o nadopiekuńczości i najpiękniejszej plaży świata

Złota zatoka u progu parku Abel Tasman, dzika, usłana tęczowymi muszlami plaża, pastelowy zachód słońca, taras z widokiem, drewno skwierczące w kominku, wino idealnie schłodzone, pachnąca kolacja i rocznica ślubu.

Ja (do osiemdziesięcioletniego właściciela wyżej opisanego przybytku, w którym wówczas pomagaliśmy w zamian za wikt i opierunek):

– Ale się cieszymy, że możemy spędzić dzisiejszy wieczór w takim pięknym miejscu! Nawet nie marzyliśmy, że będziemy obchodzić swoją rocznicę w takich romantycznych okolicznościach!

– To ja się cieszę, że mogę świętować razem z wami!

I świętował.

abel tasman

***

Pan Wout nie miewał wielu gości poza sezonem. Latem o miejsce w jego pensjonaciku w sercu Golden Bay trzeba było walczyć z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, ale teraz pokoje same prosiły się o kogoś, kto je trochę ogrzeje. Na naszą wiadomość, czy ma miejsce dla wooferów[1] odpowiedział jeszcze tego samego dnia, ale chyba bardziej zależało mu na towarzystwie niż na naszej pracy.

U pana Wouta w szafkach mieszkało jedzenie w puszkach z lat 80tych, butelki wina otwarte dziesięć lat temu, gazety relacjonujące politykę siódmego premiera wstecz, na wpół zepsute starocie, które może jeszcze kiedyś się przydadzą, więc lepiej nie wyrzucać. Wszystko to w otoczeniu wełnianych kocyków, buchającego żarem kominka, podłogi usłanej poduchami i lampkami zamiast wrażenia chaosu i zaniedbania budziło nostalgię i dawało uczucie przytulności.

U pana Wouta niezależność i samodzielność nie istniały.

Nie mówił nam, co chciałby, żebyśmy zrobili, tylko stał, pokazywał i patrzył, czy pracujemy tak jak on, gdyby jeszcze mógł. Nie pytał nas, gdzie chcemy pojechać, tylko zapraszał do auta, obwoził po okolicy, mówił ile czasu zajmie nam szlak i dokładnie za tyle czasu czekał po drugiej stronie. Nogi już mu odmawiały posłuszeństwa, ale w swoim czasie musiał przejść całe wybrzeże wzdłuż i wszerz, znał każdy kąt.

abel tasman abel tasman

Przewędrowaliśmy dzikie plaże parku Abel Tasman, spojrzeliśmy w głąb najbardziej krystalicznego jeziora świata[2], wypiliśmy kawę z widokiem na szczyt półwyspu Farewell Spit zamykającego Wyspę Południową, eksplorowaliśmy skalne łuki, jaskinie, szukaliśmy tajemnych przejść, odkryliśmy najpiękniejszą plażę świata.

abel tasman

abel tasman

Oto ona. Wharariki Beach. Kocham.

Wszystko to pod dokładnym nadzorem dobrotliwego, acz nadgorliwego starszego pana, którego przez sześć miesięcy w roku nikt nie odwiedza i który od lat nie widział się ze swoją córką i wnukami.  

Starszego pana, który bardzo chętnie dałby się zaadoptować jako czyjś dziadek.

[1] Woofing, Helpex, Workaway to praca ok. 3-4h dziennie w zamian za zakwaterowanie i wyżywienie.

[2] Jednego z dwóch – oba znajdują się w Nowej Zelandii i chwalą się widocznością w okolicach 40m.

abel tasman abel tasman abel tasman abel tasman abel tasman abel tasman abel tasman abel tasman abel tasman abel tasman abel tasman abel tasman abel tasman abel tasman abel tasman abel tasman

Jeżeli podobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polecisz mojego bloga swoim znajomym.

2 Comments

  1. Agnieszka Szojer

    23/04/2019 at 16:19

    O mamusiu ależ widoki! Sama bym się zaszyła na takiej plaży albo jakiejś górce i patrzyła…

  2. Haniu, znów czarujesz zdjęciami i opisem (oczywiście). Cudo!

Powiedz mi, co myślisz:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

© 2019 HiHa

Theme by Anders NorenUp ↑