HiHa

nieco sarkastyczny blog podróżniczy

Jak ugryźć jachtostop? – część druga

Co to jest jachtostop, jak go złapać, jak się do tego zabrać, kiedy łapać i jakie łodzie – to wszystko wiesz już z pierwszej części jachtostop-poradnika (klik!). Dzisiaj zawalczymy między innymi z brakiem doświadczenia, chorobą morską, nieprzyjaznymi celnikami i alkoholem na pokładzie.

jachtostop

Nie mam doświadczenia. Z czym do ludzi?

To jest bardzo dobra wiadomość – brak doświadczenia żeglarskiego cię nie dyskwalifikuje. Wielu skipperów wręcz preferuje początkujących załogantów, bo mogą ich sobie „wychować” po swojemu. Dla kapitana nie ma nic gorszego, niż załoga podważająca jego decyzje, a żółtodziób na pewno tego robić nie będzie.

Nie polecałabym jednak podejmowania się uczestnictwa w rejsie bez żadnego pojęcia o żegludze. To nie uniemożliwi złapania stopa, ale dobrze wiedzieć wcześniej, w co się pakujesz 🙂

Najczęściej ogłoszenia, w których szuka się doświadczonej załogi dotyczą trudnych tras i ciężkich, nieprzewidywalnych mórz, np. Tasmańskiego, Północnego.

Czym wobec tego mogę przekonać do siebie kapitana?

Na statku przydaje się całe mnóstwo umiejętności – od gotowania, przez grę na instrumentach, znajomość mechaniki i „złotorączkarstwa”, znajomość języków obcych, przygotowanie medyczne, aż po – po prostu bycie dobrym towarzyszem podróży. Mieszkańcy łódki mogą mieć przeróżne oczekiwania – wystarczy poczytać kilka stron ogłoszeń, żeby znaleźć miejsce w kajucie dla opiekuna do dzieci, oceanografa, stróża na czas, kiedy gospodarze chcą pozwiedzać okolicę, kogoś, do kogo będzie można otworzyć twarz, kto pomoże z tworzeniem bloga/ kanału na youtubie. czy też… dziewczyny dla kapitana.

Zawsze trzeba być gotowym na nocne wachty. Niedoświadczonych żeglarzy kapitan najpierw prowadzi za rękę, ale w końcu musi pójść spać, więc każdej nocy czeka cię kilka godzin, kiedy przejmujesz odpowiedzialność za łódź i całą załogę.

Tak wyglądały nasze ogłoszenia:

 jachtostop

Jak wybrać kapitana?

Ok, no to już wiemy, jak zrobić, żeby kapitan wybrał nas. Ale jak wybrać właściwego kapitana?

Przed wypłynięciem postaraj się spędzić z kapitanem (i pozostałymi osobami z załogi) tyle czasu, ile to możliwe, jeżeli nie na żywo, to online. Musisz wiedzieć, czy nadajecie na tych samych falach, jak reaguje na trudniejsze sytuacje, jakie będzie miał wobec ciebie oczekiwania i w jakich relacjach jest z resztą załogi (unikaj jak ognia wszelkich dramatów i telenowel, na jachcie słychać wszystkie kłótnie, ani się nie obejrzysz, a zostaniesz świadkiem w sprawie rozwodowej).

Zadawaj tyle pytań, ile ci tylko przyjdzie do głowy: o doświadczenie żeglarskie (uwaga – „spędziłem całe życie na morzu” ≠ „całe życie żeglowałem”, to brzmi idiotycznie, ale zdarzają się kapitanowie, którzy mają naprawdę niewielkie pojęcie o żegludze!), o najtrudniejszą dotychczasową przeprawę („nawigowałem między skałami wzdłuż Szkocji z zepsutym radarem” > „przeżyłem sztorm na Bahamach”), o to, jakich metod nawigacji używa (na łodzi powinny być dwa lub trzy niezależne od siebie przyrządy do nawigacji), w jakim stanie jest łódź, czy na pokładzie są uprzęże, kombinezony ratunkowe, szalupa (na przejście przez ocean może się przydać), czy korzysta z autopilota, jakie na łodzi panują zasady dotyczące alkoholu.

jachtostop

Dziewczyna podróżująca solo

Kapitanowie, którzy szukają damskiego towarzystwa nie należą do rzadkości. Niektórzy twierdzą, że lepiej się dogadują z kobietami, inni wierzą w patriarchalny podział obowiązków (ja żagle, ona kuchnia), jeszcze inni chcą znaleźć miłość życia, ale całe mnóstwo z nich relację fizyczną bierze za pewnik. Jeżeli ciebie takowa nie interesuje, powiedz o tym wprost przed rozpoczęciem rejsu i nie zostawiaj miejsca na dwuznaczności, bo jeżeli znajdziesz się sama na morzu z facetem z niespełnionymi oczekiwaniami, rozwój sytuacji będzie nieprzyjemny.

Dla jasności, to, że kapitan pisze na swoim profilu, że jest żonaty i dzieciaty, nie musi oznaczać, że nie szuka dziewczyny na czas rejsu, a dla zaskakująco wielu osób hasło „I want to have fun” jest dokładnym synonimem „I want to have sex”.

Alkohol podczas rejsu

Przeżyłam swój kawałek żeglowania z kapitanem, który na śniadanie wychylał siedem piw i drinka. Plusem było to, że człowiek się uczy żeglarstwa dużo szybciej i z szaloną motywacją, kiedy skipper leży urżnięty, niemniej jednak nie polecam. Większość racjonalnych kapitanów-niealkoholików pozwoli sobie i załodze na jedno piwo, czy kieliszek wina, niektórzy zarządzają całkowitą prohibicję. To dotyczy oczywiście tylko czasu płynięcia, w porcie rum się leje.

Jak poznać, czy kapitan ma problem z alkoholem?

Spójrz, czy wygląda na swój wiek, czy wydaje się w ogólnie przyzwoitej kondycji zdrowotnej (to nie dotyczy tylko alkoholu, wypadki się zdarzają, lepiej, żeby kapitan podczas rejsu nie dostał zawału). Jeżeli będziesz uczestniczyć w sprzątaniu i zakupach przed rejsem, rzuć okiem na ilość pustych butelek i pomyśl, czy ilość nowego zaopatrzenia nie jest niepokojąca.

Nie wsiadaj na jacht z alkoholikiem. To jest niebezpieczne, nie tylko dlatego, że nie będzie w stanie panować na statkiem. Nawet jeżeli pierwsze kilka dni jest miłe i imprezowe, doświadczony życiem i procentami alkoholik jest nieprzewidywalny, może być agresywny i w dowolnym momencie zamienić życie załogi w piekło. Jeżeli nie czujesz się pewnie, zmykaj czy prędzej.

A jeżeli limit jednego piwa dziennie cię przeraża, to spokojnie, tutaj z pomocą przychodzi…

Choroba morska

Ochota na alkohol przechodzi, jak ręką odjął!

Jeżeli przed podróżą samochodem zażywasz aviomarin, a spacer po molo przyprawia cię o zawroty głowy, statek nie da ci radości. Choroba morska objawia się nie tylko w klasyczny, dobrze wszystkim znany sposób – powoduje także problemy z koncentracją, potężny ból głowy, uczucie zmiażdżonego żołądka, który utknął gdzieś w połowie przełyku, senność, bezsenność, zawroty głowy, różne różności. Jest sporo lekarstw, którymi się można wspomagać, ale znaczna część powoduje otępienie, a niemal żadnych nie należy zażywać dłużej niż przez tydzień, bo mają mnóstwo fajnych skutków ubocznych. Są jeszcze bransoletki, które przez ucisk odpowiednich miejsc blokują strategiczne receptory, ale stanowią raczej ostatnią deskę ratunku, ponieważ korzystanie z nich pozbawia cię „naturalnej odporności”.

Jeżeli jednak nie jesteś wyjątkowym pechowcem, objawy choroby morskiej nie powinny cię męczyć dłużej niż przez 2-3 dni, potem błędnik się przyzwyczaja do ciągłego kołysania. Pomaga siedzenie na świeżym powietrzu, patrzenie na horyzont i spanie.

Jeżeli jesteś wyjątkowym pechowcem, będzie ci niedobrze przez cały czas. Nie rób sobie tego.

Ile kosztuje jachtostop?

W większości przypadków koszt imprezy to dolot do miejsca rozpoczęcia rejsu i zrzutka na jedzenie. Najczęściej wydatki na mariny, paliwo, kwestie celne, naprawy łodzi ponosi kapitan, ale koniecznie trzeba to ustalić przed rejsem. Zdarzają się takie szczęśliwe przypadki, że za wszystkie zakupy płaci kapitan, albo że bardzo potrzebuje załogi, więc oferuje pokrycie kosztów biletów lotniczych, ale zawsze miło jest dołożyć coś od siebie.

No i jachtostop może jeszcze kosztować trochę nerwów, jeżeli trafimy na mało przyjazne stopowiczom terytoria…

Przekraczanie granic

To nie jest tak, że przypływamy do jakiegoś kraju, celnik wbija pieczątkę do paszportu, po czym można zejść z łodzi i pożegnać się z kapitanem. Jeżeli jesteś na liście załogi, musisz opuścić kraj na tym samym jachcie, na którym do niego przypłynąłeś. Jeżeli bardzo nie chcesz, możesz na wstępie przedstawić bilet lotniczy jako potwierdzenie, że nie planujesz imigrować na stałe, ale jeżeli kapitan planuje płynąć dalej, fakt, że opuszczasz jacht na pewno wzbudzi zainteresowanie urzędników. Wyjątkową upierdliwością wykazują się celnicy europejskich terytoriów na Karaibach, człowiek przyjeżdża na wyspę należącą do Wielkiej Brytanii, czy Francji, a tu się okazuje, że celnicy się uczyli zawodu z filmów o KGB.

W języku celników jachtostop albo nie istnieje, albo jest nielegalny, więc lepiej się na wstępie nie chwalić, że z kapitanem znacie się od dwóch dni, albo że dopiero zamierzasz go szukać. Zainteresowanych takimi sportami ekstremalnymi pragnę odesłać do naszej historii deportacyjnej z Turks i Caicos.

Przydatne strony i grupy:

Jak wspomniałam wcześniej, w internecie funkcjonuje całe mnóstwo stron i grup, które pomagają kapitanowi i załogantowi się odnaleźć.  Najpopularniejsze to Crewbay.com i Findacrew.net – portal o tyle mniej przyjazny, że konto premium jest bardzo drogie, a bez niego nie można wysłać pierwszej wiadomości, a jedynie „pomachać”. Facebook zrzesza grupowiczów tutaj – Sailboat hitchhikers and crew connection i tutaj – Sailboat crewfinder worldwide.

Warto śledzić też grupy lokalne, skupiające żeglarzy z konkretnej okolicy, np. Bahamas cruising and sailingBVI crew file i wiele innych.

Nieoceniona kopalnia wiedzy, rad i inspiracji to grupa Jachtostopowicze, czyli my, którą zarządza bardzo doświadczona w żegludze i w jachtostopowaniu po całym świecie Klaudia. Wszystkie oceany przejachtostopował też Marek Kramarczyk. Natomiast u Los Wiaheros znajdziecie obszernego e‑booka o jachtostopowaniu.

Autostop czy jachtostop?

Co jest fajniejsze? To chyba najtrudniejsze pytanie, jakie mi zadaliście przed publikacją tego artykułu!

Tak naprawdę, to między autostopem a jachtostopem jest… bardzo mało podobieństw, więc trudno je porównywać. Autostop jest dynamiczny, przygoda goni przygodę, każdego dnia poznajesz mnóstwo nowych osób, z których może z 1% będziesz utrzymywać kontakt.

Żaglówka porusza się ze średnią prędkością 5-6 węzłów (mil morskich na godzinę), czyli taki spokojny rowerek. Żeglarzy mazurskich może zaskoczyć fakt, że jak raz się ustawi żagle i kurs, to kolejny manewr następuje za kilkanaście godzin. Ogląda się dużo filmów, czyta się dużo książek, dużo czasu upływa na rozmowach.

Przy łapaniu jachtostopu trzeba się zdecydowanie mocniej nagimnastykować, a to, czy czas spędzony na morzu będzie fantastyczną, ekscytującą przygodą, czy nużącą przeprawą zależy od załogi, od pogody i od tego, jak dobrze radzisz sobie z brakiem komfortu.

A zyskać możesz wszystko – nie ma lepszego sposobu na dotarcie do najpiękniejszych wysp, najbardziej dziewiczych raf, delfiny i wieloryby pędzące za łodzią  zachwycają za każdym razem, a kilkunastometrowa fala grzmocąca cię po twarzy przeraża, ale wynurzasz się z niej silniejszy.

Uff, to chyba tyle!

Dzięki za tyle pytań! Starałam się na wszystkie odpowiedzieć jak najdokładniej, ale tematu na pewno nie wyczerpałam, więc jeżeli coś Wam jeszcze chodzi po głowie, piszcie koniecznie! I dajcie znać, czy kiedyś spróbujecie pojachtostopować 🙂

PS: Jeżeli chcesz zacząć swoją przygodę z autostopem, zajrzyj tutaj po zatrzęsienie przydatnych informacji.

jachtostop

Jeżeli podobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polecisz mojego bloga swoim znajomym.

4 Comments

  1. Słodki jeżu, jak ja Was podziwiam za to co robicie, Ja bym obsrała się ze strachu a potem umarła na chorobę morską! 😀

  2. Ja oczyma wyobraźni zobaczyłam siebie na tratwie, łapiącą stopa 😀 a tu taka historia. Aż muszę siostrze podsunąć – może się zarazi, skoro tak polubiła stopa 😉

  3. irena omegard

    27/04/2019 at 21:44

    Zostałam dokładnie poinstruowana.Przyznam jednak,że wolę autostop.Kiedyś zaliczałam.Teraz jestem zwolenniczką chodzenia.Wychodzi mi na zdrowie.trochę mniej moje nogi i plecy.Przygód miewam mnóstwo.

    • Hania, kierownik wycieczki

      02/05/2019 at 00:46

      Po kilku miesiącach na łódce też wracam do chodzenia 😀

Powiedz mi, co myślisz:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

© 2019 HiHa

Theme by Anders NorenUp ↑