HiHa

nieco sarkastyczny blog podróżniczy

5 rzeczy, których mi brakowało podczas podróży

Czego brakuje w podróży?

No bo z moim plecakiem to było tak, że przechodziliśmy razem przez różne fazy. Najpierw była wzajemna fascynacja i obustronne eksplorowanie swoich możliwości. To był ten czas, kiedy nosiłam ze sobą zapasową parę bielizny termicznej, trampki, bransoletki pasujące do różnych koszulek, krem na noc, buty neoprenowe i pompkę do maty. Ta faza, jak możecie przypuszczać, minęła dość szybko, ustępując miejsca relacjom kumpelskim podpartym wzajemnym szacunkiem.

czego brakuje w podróży

Z upływem czasu (i spadkiem temperatury), nasze stosunki zaczęły się zacieśniać – kiedy połowę zawartości plecaka miałam na sobie, ciężko się było nie zachwycić jego przestrzennością i piórkową wagą. Taki stan rzeczy trwał aż do momentu, kiedy na plaży w Nowej Zelandii zabrałam się za zbieranie muszelek. Pod koniec podróży wszystkie ubrania z dziurami zostały eksmitowane (czyli że pozostała mi jedna koszulka i dwie pary majtek), ustępując miejsca czterem kilogramom muszli, pluszowej piżamie tęczowego jednorożca i sześciokilogramowemu ręcznie robionemu na drutach swetrowi z nowozelandzkiej owcy, który dostałam w prezencie. W tym momencie plecak patrzył już na mnie z kpiną i pogardą, od powrotu nie rozmawiamy. Nie wiem, czy uda mi się jeszcze odzyskać jego zaufanie.

Podczas całej podróży odczuwałam brak kilku rzeczy i plecakowi wolę nawet nie wspominać, co tak najchętniej bym jeszcze do niego wpakowała, ale Wam powiem. No.

To czego brakuje w podróży?

Kapcie

Śmiejcie się, ile chcecie, ja jestem dziewczę z Polski, a Polskość objawia się oddzielną szufladą na reklamówki, śmietnikiem pod zlewem i chodzeniem w kapciach. Jestem tym gościem, który w Waszych domach sam się o kapcie upomina, a jak gospodarz nie ma, to wyciągam swoje zapasowe z bagażnika. Trzy lata bez kapci były dla mnie traumatyczne, nigdzie się więcej bez nich nie ruszę.

Rosół

Zapasu rosołu to bym może nie spakowała, ale taki wielki zupowy garnek… Zmieściłby się, na pewno, na dole, pod jednorożcem. Uwierzcie mi na słowo, jednym z lepszych sposobów na docenienie małych radości w życiu jest gotowanie wszystkiego przez trzy lata w dwulitrowej menażce. Gar rosołowy zagościł u nas na pół roku w Buraku, wówczas z auta rozchodziły się takie aromaty, że pół okolicy przychodziło sprawdzić, co pichcimy!

Ręcznik

Nie zrozumcie mnie źle, naprawdę doceniam, że ktoś wynalazł ręczniki szybkoschnące, to miłe, że zajmują mało miejsca, są praktyczne i czasami nawet w ładnych kolorach, ale łomatko, jak ja się tym nie lubię wycierać! Uczucie ścierki z mikrofibry na skórze, niby wyschnięty materiał, a jednak zawsze znajdzie sposób, żeby zacząć śmierdzieć dwa dni po praniu… Potrzebuję ręcznika wielkości połowy prześcieradła, ma być puchaty, pachnący, suchy i NIE do podziału z Piotrkiem.

Buty

Nie że buty w ogóle. Buty w ogóle to miałam. Całe dwie pary. Trepy i sandały. Doszłam do takiej wprawy w wybieraniu stylizacji miejsko-imprezowych, w których moje obuwie wspinaczkowe całoroczne miałoby uzasadnienie, że już prawie uwierzyłam, że faktycznie ma.

Przenośna urna wyborcza

Czy to wynik kiepskiego planowania, innych priorytetów, czy faktu, że przez ostatnie trzy lata żadnych wyborów nie uważałam za tak kluczowe, żeby nadrabiać tysiące kilometrów w poszukiwaniu ambasady – bo ja wiem? Nie uczestniczyłam w życiu Polski, wiadomości czytałam sporadycznie, frustrowałam się, nie wracałam do nich przez kilka tygodni, chyba dlatego, że generalnie brak możliwości wyrażania swojego głosu jest bardzo niefajny. Na pewno zmieściłabym do plecaka taką małą urnę teleportującą mój głos, poprawiłaby moją jakość życia bardziej niż kapcie i garnek! Teraz jestem najzwyczajniej w świecie wdzięczna i podekscytowana, że do swojego lokalu wyborczego mam cztery minuty pieszo i MOGĘ ZAGŁOSOWAĆ.

Co najdziwniejszego spakowaliście ze sobą na wyjazd?


Jeżeli podobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polecisz mojego bloga swoim znajomym.

11 Comments

  1. Ojej. Przegapiłam nowy post
    Ale jak już nadrobiłam to haniebne przeoczenie, to tak….swojsko się zrobiło Ale przy tym jak rak bardzo w Twoim stylu!
    Ja mam taką obserwację, że czy jedziemy na 2 dni, czy na tydzień, to bagaż różni się tylko ilością…czystej bielizny zwłaszcza jeśli jedziemy z małoletnią obywatelką.
    Ps. Przepraszam, ale chyba nie zaproponowałam Wam ciapów kiedy u mnie byliście. Niewybaczalne faux pas z mojej (lubelszczyźnianej) strony

  2. Hehe. Nie podróżuję często, ale z większością punktów się zgadzam. Zresztą wczoraj sam rozmawiałem ze znajomą o ręczniku. No to jakaś masakra jest. Biorę go na wszelki wypadek, ale gdy mam możliwość skorzytsania ze zwykłego, to nie ma bolca, żebym użył swojego z mikrofibry. Już od pierwszego dotknięcia robi się wilgotny, zimny i nieprzyjemny.
    Ciapów (tak na lubelszczyźnie mówimy na kapcie) ze sobą nie zabieram, ale gdy tylko mam możliwość skorzystania, to biorę bez dwóch zdań.

    • Hania, kierownik wycieczki

      11/10/2019 at 15:21

      Ciapy <3 Jak mi je pierwszy raz zaproponowano po wyprowadzce na studia do Lublina, to myślałam, że mnie obrażają 😉

  3. Z najdziwniejszych rzeczy, kt.zabrałam to imbryk do parzenia herbaty 😀 Do Chorwacji, jakieś 12 lat temu – nie użyłam go ani razu. Głupota!
    Ja za to lubię mieć ze sobą „domowe ubranie” – czyli coś bardzo wygodnego, w co się ubieram na wakacjach, nawet w hotelu czy pod namiotem, gdyż już wrócę ze wszystkich wypraw całodziennych.

  4. A ja do tej pory nie byłam świadoma ręczników szybkoschnących! Dlaczego? Lecę obadać, co to za zwierzę 😀

  5. Bywa, że zapomnimy spakować klapek lub…wziąć grzebienie.. :p

  6. panipodrnik

    10/10/2019 at 20:09

    Całkowicie zgadzam się z ręcznikiem 😉 Nie cierpię ręczników szybkoschnących, choć też wszędzie je ze sobą zabieram. Jednak jak ktoś, raz na jakiś czas da Ci taki prawdziwy mięciutki, to można się poczuć, jak w raju 🙂

  7. Świetny wpis, będę śledzić kolejne, bo naprawdę fajnie się czyta. Ja wiecznie zapominam spakować klapek pod prysznic, a ostatnio najbardziej brakuje mi… listwy. W świecie, gdzie trzeba ładować często osiem urządzeń na raz, te dwa hotelowe gniazdka nigdy nie są w sam raz.

    • Hania, kierownik wycieczki

      10/10/2019 at 23:11

      Dziękuję, ale mi miło! Rozgość się 🙂
      Totalnie masz rację z tą listwą, i to najlepiej taką, która ma od razu wbudowane przełączki na wszystkie gniazdka świata 😉

Powiedz mi, co myślisz:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

© 2019 HiHa

Theme by Anders NorenUp ↑