HiHa

nieco sarkastyczny blog podróżniczy

Kilometr ten sam: Melaka i hej wesele

Obudził mnie śpiew w stereo z pobliskich meczetów.

Przewróciłam się na drugi bok, jęknęłam, zapomniawszy, że na drugim boku mam złamany obojczyk, przewróciłam się z powrotem na pierwszy bok i zakryłam głowę poduszką o średnich właściwościach tłumiących.

Najbliższy meczet był dwa budynki dalej i to z jego lekko skrzeczącego głośnika codziennie na 15 minut przed wschodem słońca nawoływał do modlitwy bardzo skrzeczący yyy… nawoływacz. Przed laty znajomy ksiądz – wtedy jeszcze kleryk – przygotowywał się do egzaminu ze śpiewów sakralnych. Codziennie rano bardzo żałowałam, że pan z głośnika nie zdawał takiego egzaminu.

Obliczyłam szybko, że od końca modlitw mam prawie 10 minut do obudzenia się pierwszego koguta, a wraz z nim reszty sąsiedztwa. Zacisnęłam oczy i przytuliłam poduszkę mocniej do ucha.

Nie zdążyłam zasnąć.

O ostatecznym nadejściu poranka powiadomiła mnie Bryndza, sprintując korytarzem niebieskiego domu na palach w ucieczce przed białym kocurem, na kampungu (malajskiej wsi) znanym pod pieszczotliwym pseudonimem Dziadek Gwałciciel.

Nie planowałam jeść śniadania, jechaliśmy dziś na wesele, a na wesele w Malezji nie chodzi się z pełnym żołądkiem. Wyszłam tylko na kopi tarik – kawę mieszaną ze skondensowanym mlekiem widowiskową techniką, która przypomina rozciąganie masy na krówki (tak mi się wydaje, nigdy nie widziałam rozciągania masy na krówki). Minęłam owocowe stoiska, zarazem kuszące kokosem i odstraszające durianem, i ławkę, na której owinięta skrzętnie kolorowym hidżabem dwudziestokilkulatka karmiła dziecko piersią.

kopi tarik

Kopi tarik na wynos

Skąd wzięliśmy zaproszenie na wesele w Malezji?

Kilka dni temu Bono przyszedł ogłosić, że siostra jego kolegi wychodzi za mąż i zrobimy jej dużą przyjemność swoją obecnością. Nie znaliśmy siostry, nie znaliśmy kolegi, a z Bono spotkaliśmy się wcześniej trzy razy. Jadąc minęliśmy cztery drogowskazy informujące o odbywających się tego dnia weselach. Szybko ustaliliśmy, że Bono nie zna imion młodych, więc w błogiej nieświadomości mogliśmy skorzystać z gościnności każdej z czterech weselnych świt.

wesele w Malezji

Świta właściwa

Kiedy dotarliśmy na miejsce, w sali głównej, razem z parą młodą, siedziała setka najbliższych, za to przed wejściem stoły uginały się od jedzenia, a asfalt od gości. Zrozumieliśmy, skąd się tu wzięliśmy. Przeciętnie na malajskie wesela dociera po 500-1000 osób i, z tego, co mówił Bono, z im bardziej daleka goście, tym większy szacunek ludzi ulicy. Przychodzi się żeby najeść się tradycyjnych dań i bardzo słodkich deserów, napić odblaskowych napojów, posłuchać występów śpiewającej grupy, zrobić zdjęcie z parą młodą. Potem wraca się do domu, alternatywnie, idzie na spacer po Chinatown, żeby nie obrosnąć w poweselny tłuszcz. Wybrałam opcję numer jeden. Rozłożyłam się na kanapie wraz z pozostałymi weselnikami. Podążyłam wzrokiem za Bryndzą, która właśnie wlazła pod sam sufit w pogoni za gekonem. Ten w panice zgubił już ogon i teraz nic więcej nie mogło go uratować. Pozazdrościłam jej energii.

Do Chinatown pójdziemy za tydzień.

wesele w Malezji

Wesele w Malezji w wydaniu obrazkowym.

Bawcie się dobrze, nie przejedzcie się, tak jak ja.

wesele w Malezji wesele w Malezji wesele w Malezji  wesele w Malezji wesele w Malezji

Bryndza da Ninja


Jeżeli podobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polecisz mojego bloga swoim znajomym.

8 Comments

  1. Fajnie! A czy będzie dalszy opis imprezy ? 🙂

    • Hania, kierownik wycieczki

      04/01/2018 at 13:54

      Będą dalsze opowieści o Melace i innych fajnych miejscach, ale impreza to już… przyjechać, pojeść, foty, zmiana warty gości przy stołach. Dla mnie to niepojęte, że wesele może się skończyć bez tańców na stole o 5 nad ranem, ale co kraj to obyczaj 😀

  2. Ach, mam straszną słabość do takich historii. Piękne zdjęcia, piękna przygoda. Zazdroszczam po stokroć i życzę wspaniałych, dalszych podróży!

  3. Co jak co, nie można powiedzieć, że w tym kolorowym, egzotycznym miejscu człowiek nudzi 😀

    • Hania, kierownik wycieczki

      04/01/2018 at 13:32

      Na pewno nie! A najlepsze jest to, że Melaka ma kilka twarzy, będę jeszcze o nich opowiadać przez cały styczeń 🙂

  4. Niezła imprezka 🙂 Swoją drogą fascynujące jest zapraszanie nie tylko nieznajomych, ale tez nieznajomych z bardzo daleka 🙂 U nas nie do pomyślenia, bo jakby to było żeby ktoś za darmo nas obżerał. Jak Ty dajesz radę z tym złamanym obojczykiem???

    • Hania, kierownik wycieczki

      04/01/2018 at 13:30

      To jest niesamowite! I może to śmiały wniosek, ale wydaje mi się, że gdyby przyjechał autokar z polską wycieczką to cały by się załapał! Warunkiem jest zawsze cierpliwe pozowanie do zdjęć z całą rodziną i każdym sąsiadem 😉
      A obojczyk już prawie-prawie! Połamałam się w Malezji, teraz od dwóch krajów mam plecak na kółkach 😀 ale mam nadzieję porzucić wózeczek za 3-4 tygodnie, moje plecy się już dziwnie bez niego czują!

Powiedz mi, co myślisz:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

© 2018 HiHa

Theme by Anders NorenUp ↑