HiHa

nieco sarkastyczny blog podróżniczy

Category: Miejsca (page 1 of 2)

Lisbon Story

Jest ciepła, radosna, roztańczona i pijana młodym winem.

Uśmiecha się wtedy, kiedy innych dopada złość, czy melancholia, lubi jeść świeże grillowane sardynki, nie śpi, gdy inni śpią, a piwo zagryza morskimi ślimakami.

Jest moją bratnią duszą.

lisbon story

Continue reading

Kilometr 50 748: o hipsterstwie, konwencjonalnych modlitwach i selfie w toalecie

Lubię ten pierwszy oddech miasta.

Ten, po którym od razu wiesz, czy jest biegnące, chaotyczne, leniwe, kolorowe, przytłaczające, skromne, buzujące, organiczne, hipsterskie, vintage, czy nowoczesne. Czy płynie kawą, czy winem, czy kocha starocie, czy całe jest w szkle i błyszczy. Czy nocuje w wysokich hotelach, czy w butikowych pensjonatach, a może w przyczepach kampingowych? Czy mija przybysza w locie bez chwytania jego wzroku, czy go otula uroczą pierzynką gościnności.

Pierwszy oddech Melbourne mnie nie zawiódł, przedstawił sprawę najjaśniej, jak się dało.

melbourne

Continue reading

Baku – stolica ognia

Pierwszy raz spojrzałam na Azerbejdżan z gruzińskiej strony, przy monastyrach David Gareji. Step ciągnął się hen daleko, wydawało mi się, że taki krajobraz biegnie aż po Morze Kaspijskie. Zanim jednak dotarłam do Baku, czekały na mnie góry Kaukazu, krystaliczne jeziora, poligony wojskowe, gęste lasy, misternie malowane pałace, białe plaże…

baku

Continue reading

Kilometr 48 685: Uluru podane z cebulą

Była sobie duża skała.

Mieszkała na samym środku pustyni i trochę jej było smutno i samotnie. Zdarzało się, że podskoczył do niej jakiś kangur, albo podpełzła jaszczurka, ale nikt nigdy nie zaprosił jej na urodziny ani nie wysłał kartki na święta.

uluru budżetowo

Continue reading

Kilometr 39 600: o żuczkach, salonach ślubnych i podziemnych jeziorach

Uwaga! Korespondencja prywatna!

5.12.2017, Kupang, Timor Wschodni
Katarzyna!

Postanowiłam w tym roku wykorzystać fakt, że obchodzę Twoje urodziny 7 godzin wcześniej niż Ty i przeżyć Twój dzień zgodnie z tym, czego Ci chcę życzyć.

Continue reading

Frankie i historia podboju Melaki

Znacie ten moment, kiedy szef, zapalając jointa, podchodzi do was, klepie po plecach, mówi, że lepszego pracownika to nie ma w całej Europie i otwiera wam czwarte piwo, tańcząc i powarkując przy tym w rytm muzyki? Nie?

A Piotrek zna.

Continue reading

Kilometr – nadal ten sam: słuchając duchów Melaki

„Jeśli poczekasz do wieczora i cicho przejdziesz wzdłuż murów, wespniesz się na wzgórze i usiądziesz na jakimś starym kamieniu, usłyszysz je. To jak poszept wiatru, niemniej je słyszysz: głosy historii. Malakka jest jednym z takich miejsc. Pełnym umarłych, a umarli szepczą. Szepczą po chińsku, portugalsku, holendersku, malajsku, angielsku, niektórzy nawet po włosku, a niektórzy w językach, których nikt już nie używa. Nie ma to jednak żadnego znaczenia: historie opowiadane przez zmarłych z Malakki nikogo już nie interesują.”

Tiziano Terzani, „Wróżbita mi powiedział”

melaka duchy

Continue reading

Kilometr 34 447: motyle Melaki

Melaka

Ua-ua-ua-ua! I’m in love with your body!

Bombastic, ele fantastic, pa pa l’americano, asi voce me mata, ai se eu te pego, ai aiiiii so hot in here! so ice ice baby… ice ice favorito baby! pasito pasito oppa gangnam suave suavecito gangnam style poquito a poquito, mista lova lova sube sube!

melaka

Continue reading

Kilometr 34 202: Singapur lądem, Singapur powietrzem

Zwiedzanie Singapuru

Uwielbiam podróż lądem.

Dzięki niej doświadczam czegoś więcej, niż przelatując pół świata w pół doby. Czuję odległość we własnych osobistych nogach. Czuję, że faktycznie przemierzam jakiś kawałek świata. Ostatnio doskonale towarzyszyła mi w lądowych wędrówkach książka „Powiedział mi wróżbita” Tiziano Terzaniego, jednego z moich ulubionych autorów, fenomenalnego włoskiego reportera, któremu jakiś chiński astrolog, czy tarotarzysta przepowiedział, że zginie w kolizji samolotu, a on – potraktował to jako wyzwanie i spędził rok w bezpowietrznej podróży po Azji Południowo-Wschodniej.

terzani

Continue reading

Kilometr 33 998: Tioman – o kociej mafii i nurkowych wynurzeniach

Muskularny rudy kot z blizną koło nosa i nadgryzionym ogonem zatoczył po raz piąty ósemkę wokół moich nóg. Spojrzałam krytycznie na swój talerz: nasi lemak, czyli ryż w mleczku kokosowym z jajkiem, ostrą pastą sambal i – aha! niewielką porcją zesmażonych na skwarki malutkich rybek… Kotu z pyska patrzyło dobrze, wręcz pobłażliwie, kątem oka zauważyłam, że wokół zebrało się jego pięciu kocich ochroniarzy, mniejszych, lekko kościstych i ze zdecydowanie mniej przyjaznymi spojrzeniami.

Właśnie poznałam kociego Ala Capone. Z rybkami mogłam się pożegnać.

Tioman

Continue reading

Older posts

© 2018 HiHa

Theme by Anders NorenUp ↑